A mogło jej z nami nie być…

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 0 Flares ×

Właśnie wróciłam od rodziców, ponieważ to ja jestem kierowcą w mojej rodzinie a rodzice kawałek od nas mieszkają trochę się na drodze naoglądałam i jestem przerażona tym jak jeżdżą ludzie! Wyprzedzanie, już nawet nie na trzeciego, a na piątego czy szóstego, jazda po autostradzie 200 na godzinę, wbijanie się na autostradzie na lewy pas dosłownie przed maską samochodu jadącego obok i zmuszanie kierowcy do hamowania to jest niestety norma… ale to jeszcze nic, gdy jechaliśmy do rodziców miesiąc temu, na drodze szybkiego ruchu w stronę Niemiec, na lewym pasie leżała umywalka! Ja ją zauważyłam i zjechałam na prawy pas, ale we wstecznym lusterku widziałam, że auto jadące za nami wjechało w nią mając z boku tira! nie wiem jak to się skończyło bo nie mieliśmy gdzie stanąć i musieliśmy pojechać dalej, ale to jest przecież jakaś masakra! A piszę o tym dlatego, że wkurzają mnie kierowcy, którym się wszędzie spieszy, oraz dlatego, że przypomniała mi się historia sprzed roku, w wyniku, której Tosi mogło z nami nie być :(

wypadek

Czwartek, godzina 16. Mój mąż wrócił z pracy i postanowiliśmy razem pojechać po Manię do żłobka. Mieszkam przy drodze krajowej, głównej drodze na trasie Wrocław-Opole, jest to droga, na której co chwilę dochodzi do wypadków, właśnie dlatego, że wszyscy się spieszą i wyprzedzają jak idioci. Po Manię do żłobka z mojego osiedla skręcam w prawo, więc można by powiedzieć, w ten łatwiejszy sposób, bo wystarczy spojrzeć, czy nic nie jedzie z lewej strony i wbijamy się na drogę. Tak też zrobiłam, spojrzałam w lewo, później w prawo, bo może ktoś postanowił kogoś wyprzedzić, jeszcze raz w lewo i wjechałam na drogę, gdy to zrobiłam mój mąż wydarł się na mnie z siedzenia pasażera, żebym stała, a później to już wszystko odbyło się jak w jakimś filmie w zwolnionym tempie. Zobaczyłam samochód, który jadąc na przeciwnym pasie postanowił wyprzedzić tira (bo przecież nie będzie jechał 90 km/h) i zrobił to w tym momencie gdy ja wjechałam na drogę. Na szczęście dla nas kierowca owego samochodu był doświadczonym driverem i umiejętnie odbił się od boku tira i tylko dzięki temu mi i mężowi nic się nie stało. Wyglądało to strasznie i chyba do końca życia będę miała ten widok przed oczami. Nam nie stało się absolutnie nic, tir też nie ucierpiał, natomiast auto tego Pana nadawało się co najwyżej do kasacji. Teraz z perspektywy czasu wraz z mężem uważamy, że winny wszystkiemu był ten drugi samochód, ale na upartego to my powinniśmy zachować szczególną ostrożność włączając się do ruchu, i ten widok totalnie zmasakrowanego samochodu spowodował, że wzięłam wszystko na siebie…. Tamtego dnia po raz pierwszy w życiu byłam w totalnym szoku. Winę, tak jak pisałam wzięłam na siebie, podpisałam dokumenty dla ubezpieczyciela i cieszyłam się, że wszyscy przeżyli. No właśnie teraz już wiem, że wszyscy, ponieważ tamtego dnia już byłam w ciąży z Tosią. Nie miałam o tym pojęcia,  tak niewiele brakowało, a mogłam ją stracić! Właściwie to właśnie po tym wypadku, zaczęłam podejrzewać, że w końcu udało się nam zrobić Mani rodzeństwo ponieważ strasznie bolał mnie brzuch i przez kilka kolejnych dni żyłam w mega stresie, czy „bąbel” będzie na tyle silny, że przetrwa w moim brzuchu mimo tej stresującej sytuacji i czy Go nie stracę. O drugą ciąże staraliśmy się półtora roku i sama myśl, że mogę poronić nie pozwalała mi spać w nocy, na domiar wszystkiego nie chciałam mówić o moich podejrzeniach mężowi, żeby nie robić mu nadziei gdyby coś poszło nie tak i męczyłam się przez to jeszcze bardziej. Chodziłam jak robot, nie potrafiłam się na niczym skupić, byłam rozkojarzona, a to wszystko z obawy o to mikroskopijne maleństwo w moim brzuchu. 

Jeszcze długo po tym wydarzeniu, stresowałam się czy wszystko będzie w porządku z Tosią, czy donoszę ciążę i czy mała urodzi się zdrowa. Mi się udało, ale ilu osobom zabrakło szczęścia? Moja babcia zawsze powtarza mi, mojemu rodzeństwu, kuzynostwu gdy od niej wyjeżdżamy żebyśmy uważali na drodze, ale to niestety nie jest gwarancją dojechania do domu, bo na drogach nie brakuje idiotów. Przywykłam już do tego, że jestem uważana za złego kierowcę ponieważ przestrzegam prędkości, nie ruszają mnie już teksty o tym, że źle jeżdżę ponieważ nie lubię wyprzedzać na siłę. Wkurzają mnie za to ludzie, którym się strasznie spieszy i którzy stwarzają niebezpieczne sytuacje. Niebezpieczne dla siebie, ale też i dla wszystkich innych użytkowników dróg. 

Czy mój wpis ma jakieś przesłanie? chyba nie, ale chcę Was wszystkich błagać o to, abyście jadąc autem nie myśleli tylko o sobie i o tym, że jadąc na złamanie karku będziecie w domu kilka minut szybciej, ponieważ sytuacja, która na pierwszy rzut oka wygląda na taką bez ofiar, dla kogoś innego może okazać się najgorszym dniem w życiu.

selfie z Tosią

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Google+ 0 0 Flares ×

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *